citronne blog

copy paste yeah

przez , 14.sty.2018, w Bez kategorii

Hello 2018
Od ostatniego wpisu minely jakies dwa tygodnia, a zycie sie zmienilo ze hej!
Po pierwsze juz nie mieszkam sama, mam rewelacyjna wspollokatorke M. i razem podbijamy swiat. duzo raziej w domku na farmie od razu.
swieta minely ciekawie, pierwszy dzien z Amy, drugi z rodzina szefowej.
lokalne zwyczaje swiateczne podobaja mi sie bardziej niz polskie! jedzenie wyborne i duzo swiatecznych gier, nawet koledy spiewali (lol).
drugiego dnia swiat wprowadzila sie M. i zaczal sie okres tworczy, astronomia, filmy o wyspie Man, tance manx i relax i zwiedzanie (razniej z kims i przynajmniej sie nie obawiam ze mnie zwieje z klifu i zagina na zawsze :))
pozniej 1.01 odlot do polski na tydzien. na szczescie pilot nie byl pijany i wszystko udalo sie na czas z przesiadkami (czasem trudno z wyspy sie wydostac, wiec doceniam).
w polsce byl odlot faktycznie, ale pewnie tak juz jest ze z rodzina najlepiej wychodzi sie na zdjeciach! no i niestety nie dojechalam do piratow, buu. oby nastepnym razem
z polski wrocilam tydzien temu, a czuje jakby minal juz miesiac. zima na wyspie nadal trzyma, sztormy itp, a za kilka dni przyjda sniegi. slonca chyba w tym tygodniu nie widzialam, za to niebo w nocy ma milion gwiazd i moja wiedza z astronomii sie poszerza. a za tydzien jest wyspiarski festiwal astronomii, wiec to bedzie szalenstwo.
i wirtualny festiwal webinarvet, tez juz nie moge sie doczekac.
nowy rok poki co mija pozytywnie i oby bylo coraz ciekawiej. 2017 nie byl zly, ale ten moze byc duzo ciekawszy!

postanowienia 2018:
1. 50h cpd w tym roku (na chwile obecna mam 5h)
2. zrzucic 4kg
3. oszczedzanie + dodatkowy przychod

Autor: citron o 18:21 Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mail
Wrzuć na bloga
Udostępnij w usłudze Twitter
Udostępnij w usłudze Facebook
Udostępnij w serwisie Pinterest

Etykiety: cpd, isle of man, ourisland, polska, vet, webinarvet
sobota, 23 grudnia 2017
Gwiazdka na wyspie
6 tygodni na wyspie! swieta nadeszly, niestety daleko od domu, bo ceny biletow zabojcze, wiec polece do polski 1 stycznia (miejmy nadzieje, ze pilot nie bedzie pijany).
swieta tu zupelnie inne niz w manchesterze. tam, prawdopodobnie ze wzgledu na mix religijny, bylo je widac, ale nie az na taka skale. tutaj wszystkie domy, stodoly i ulice oswietlone, ludzie przynosza prezenty i wysylaja sobie kartki, szalenstwo.
pierwsze swieta bede celebrowac z rodzina kolezanki w knajpie, niestety pod telefonem alarmowym, wiec trzymam kciuki, zeby wszystkie zwierzaki byly zdrowe. pozniej 2 dni wolnego, 3 dni do pracy i wakacje, yay!

pierwsze 6 tygodni bylo dziwne. pierwsze trzy – cudowne, uroki wyspy, domu, nowej pracy, poznalam ludzi w lokalnej knajpce i czulam sie super. ale na poczatku grudnia zaczely sie sztormy… okazalo sie, ze jak jest sztorm, albo strasznie wieje, to nie moge spac, albo snia mi sie koszmary, wiec wypoczac nie bylo jak :( zrobilo sie szaro, slonce widzialam tylko jeden dzien, po wyjsciu z pracy bylo ciemno i pusto na ulicach i ogolnie zaszylam sie w domu z lekka zimowa depresja :( w pracy zrobil sie wiekszy ruch, tutaj zwierzaki maja rozne przypadlosci lokalne, nieco inne niz w uk/duzych miastach, totez troche musialam sie podciagnac. wczesniej leczylam psy i koty i czulam sie w tym niezle, tu 30% pacjentow to wszystko inne (krowy, owce, kroliki, gesi, nawet sowy pojawiaja sie, z czym przez 5 lat w uk mialam malo do czynienia) – troche podkopalo mi samoocene. jezdzenie do krow w czasie wichur nie pomoglo wcale (ale fajnie sie jedzie wzdluz morza w sztormie, jak fale sa tak wysokie, ze przelewaja sie przez barierki i zalewaja auto :D) no i pojawily sie watpliwosci czy moje decyzja byla sluszna…

na szczescie ostatni tydzien juz lepszy. chyba przyzwyczajam sie do sztormow, nawet jak wieje i szaro, to zakladam kalosze, sztormiak, gruba czapke i na spacer, wiec jakby lepiej. w pracy oswajam sie z roznorodnoscia i lecze jak moge co sie da. nocne dyzury pod telefonem tez stresuja juz mniej. no i fajnie, ze rzad zabiera mi na podatki 50% mniej, a ubezpieczenie na auto spadlo ze 120 funtow na miesiac na £17 (!)
bliskosc wakacji w polsce (pierwszych od wielu miesiecy) poprawia humor, a gdy wiatr przegania czasem chmury i widac super niebo i miliony gwiazd (szczegolnie jak po pierwszej w nocy wylaczaja latarnie uliczne) jest ekstra. albo kolejka parowa ktora przejezdza raz na 2 tygodnie pod domem, albo owce w ogrodku ktore od 2 tygodni sa w grupach i zaczynaja sie laczyc w pary.
pojawila sie nadzieja, ze stad nie uciekne w akcie desperacji :D

wczoraj bylo przesilenie i dni zaczna sie robic odrobine dluzsze. do wiosny 87 dni, a z wiosna wszystko odzyje i zaczna sie mega zachody slonca. pojawia sie delfiny, foki, wieloryby i moze uda mi sie dojechac popatrzec na mlode pingwinki i kangury, ktore podobno urzeduja na polnocy wyspy. zacznie sie wysyp owieczek i cielakow, wiec jak naucze sie odbierac porody, to moze krowi biznes w koncu mi sie spodoba :D ludzie, ktorzy w duzej grupie opuscili wyspe na zime powroca, wiec wiecej bedzie opcji spedzania wolnego czasu (teraz czynne sa nieliczne sklepy, kosciol, chor koscielny, poczta i 3 knajpy – ale wiekszosc do 17, tylko knajpy do polnocy). totez odliczam!!!

there is hope here!

Autor: citron o 21:54 Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mail
Wrzuć na bloga
Udostępnij w usłudze Twitter
Udostępnij w usłudze Facebook
Udostępnij w serwisie Pinterest

niedziela, 26 listopada 2017
Isle of Man
Strasznie nie wychodzi mi blogowanie. jeden post na rok, to az cud, ze mi bloga jeszcze nie usuneli :D
widze ze zazwyczaj nowy wpis pojawia sie z nowa praca, wiec kontynuujmy.
praca w Levenshulme byla spoko, chociaz sprzet, budynek, metody leczenia i krnabrne pielegniarki sprawialy ze czulam sie troche jak z powiesci Jamesa Herriota. bylo jednak cudownie, do czasu az pojawila sie nowa propozycja…

w marcu tego roku calkiem przypadkiem wybralam sie na wakacje na wyspe man. tanie bilety i hotel, nic o wyspie nie wiedzialam, poza tym ze jest tu kolejka parowa i duzo gwiazd widac – wystarczylo zeby mnie zainteresowac.
po przylocie ciekawosc wzrosla, bo wyspa okazala sie bardzo malownicza, gwiazdy, kolejka, morze, foki i jedzenie szybko mnie przekonaly, ze to dobra decyzja byla!
moim ulubionym miejscem okazal sie Port Erin. w przewodniku przeczytalam, ze polecaja kupic sobie rybe i isc na plaze, zobaczyc zachod slonca. tak tez zrobilam. ryba byla pycha, a zachod slonca przerosl moje oczekiwania, taka orgia kolorow, ze przez pol godziny plakalam w rybe z zachwytu. a po zachodzie wyszly gwiazdy i nigdy w zyciu tyle ich na niebie nie widzialam…
przy plazy zauwazylam mala lecznice weterynaryjna. nie poszlam do srodka (zeby nie kusic losu, bo w pracy w mcr bylo mi calkiem niezle), ale krazylam tam przez 3 dni zagladajac w okna i wyobrazajac sobie jak fajnie byloby pracowac w tak pieknym miejscu ;)

wakacje sie skonczyly i wrocilam do manchesteru, liczac ze jeszcze wroce na wyspe na wakacje, bo w koncu bardzo blisko.
po czym 3 tygodnie pozniej znalazlam ogloszenie, ze wlasnie ta sama lecznica szuka lekarza. troche sie zastanawialam, czy wyslac im cv, w koncu bylo mi dobrze, a zmiany sa troche straszne. ostatecznie wyslalam aplikacje, liczac ze moze jednak nie odpisza i nic sie nie zmieni.
ale odpisali, ze zapraszaja na rozmowe, a dalsza rekrutacja tez poszla pozytywnie! jedynym warunkiem bylo, ze poducze sie leczenia krow (czego na studiach nigdy nie oczekiwalam, zawsze zakladalam male zwierzeta only – ale czemu nie, wiedzy nigdy za wiele!).

i tak wlasnie od 2 tygodni urzeduje sobie na wyspie man.
mieszkam w pieknym domku na farmie, w ogrodzie petaja sie owce, a widoki mam niesamowite. w pracy powoli sie oswajam, lecznica moze nie jest wielka (ale sie przenosza za kilka miesiecy do nowego miejsca), ale standard bardzo wysoki, team rewelacyjny, klienci bardzo przyjazni. nawet te krowy, ktorych na poczatku bardzo sie balam, juz wydaja sie do ogarniecia (co prawda jeszcze sama zadnej nie leczylam, ale i to przyjdzie). poki co ucze sie nowego sprzetu (maja tu laparoskop!!!), krow, robie nowe operacje, ktore normalnie odeslalabym do specjalistow (tu takiej opcji nie ma, bo najblizszy specjalista za morzem, wiec musimy sobie radzic sami)

citron zacitronil i na pierwszej nocy na miescie (wiosce) poznlam super zespol grajacy rockowe covery, przyjeli mnie do siebie i fajna ekipa bardzo. w pracy tez sie dogadujemy i juz kilka eventow zaliczylismy razem. nawet na silownie sie zapisalam i tradycyjne tance (co mi uswiadamia jak zaniedbalam kondycje – ale juz pracuje nad jej poprawa, tylko wszystko boli strasznie :D)
teraz najgorsza tylko zima i ciemnosci i sztormy, ale to tez minie (byle do marca!)

poniewaz internet mam tu dobry i sporo czasu, postaram sie cos pisac wiecej!
ale te starania poki co wychodza jako tako, hmm. nadzieja jednak zawsze jest, ze bede sie nudzic bardziej niz w uk i wpisy sie beda pojawiac co jakis czas.

Zostaw komentarz więcej...

elo

przez , 05.mar.2017, w Bez kategorii

szybki update

1. praca w Levenshulme – jakbym w koncu znalazla swoje miejsce. miejsce, ludzie, pacjenci. oby tam zostac jak najdluzej

2. <3 po sprzeczkach styczniowych wszystko sie ulozylo i wydaje mi sie ze jest naprawde dobrze miedzy nami

3. rower – najlepszy zakup od lat. wydaje mi sie, ze odkad dojezdzam do pracy rowerem moj poziom stresu drastycznie spadl. teraz tylko sprzedac peugeota…

4.dom – dogadalam sie z Bratem, z Babcia i Mama tez trzymamy kontakt. damy rade, bede w Pl za 6 tygodni wiec ustalimy co i jak. w tym roku sie uda!

5. zdrowie – poza tym ze odkrylam namietnosc do jedzenia lodow i przytylam 2kg to wszystko w miare ok. papierosy skonczyly sie tydzien temu, utrzymam sie teraz na jednym na dzien, pozniej moze plastry z nikotyna (ktorych mam zapas, ale niestety dostaje od nich wysypki!)

6. podroze – w zeszlym roku Wlochy, w tym Hiszpania, a dzis planuje kolejne wakacje. ha!

Zostaw komentarz więcej...

brexit

przez , 25.cze.2016, w Bez kategorii

so they want out and suddenly I’m a bloody immigrant….

Zostaw komentarz więcej...

mcr <3

przez , 19.maj.2016, w Bez kategorii

mcr <3

Zostaw komentarz więcej...

gdyby kozka nie skakala…

przez , 29.wrz.2014, w Bez kategorii

noge zlamalam! jedna z kosci stopy! przez glupie potkniecie i upadek na ulicy. nie wierze ze przejechalam europe na stopa, szalenstwa i nebezpieczne sytuacje sa jak moje drugie imie, uprawiam rozne sporty, a zalamlan kosc przez potkniecie. jakies ogolne niedowierzanie i brakuje w historii bekstejdzow, basistow, rumu… buu… 42 days to go!

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

bezwpisowo

przez , 20.lip.2014, w Bez kategorii

lato w manchesterze, tak w duzym skrocie. poza tym pare rzeczy:
boomtown za 3 tygodnie
plan zmiany pracy, yay
teskno za kotem :(

2 komentarze więcej...

imieniny!

przez , 15.maj.2014, w Bez kategorii

imieninowy dzien byl bardzo zacny. slonko dopisalo, wiec caly dzien spedzilam w heaton park, najpierw na bieganiu, pozniej pod papiezem z ksiazka o Pradze reszte dnia. a zaraz zaczynam sie uczyc czeskiego, bo juz za kilka tygodni Praga, piraci i Trent Reznor. no i rum i takie tam. czemu nie, slownictwo i wiedze o stolicy Czech zwiekszyc zawsze warto.

reszta dnia to luzacki melanz i weeb.tv
no i moze Supervet? nastepne odcinki? Noel jest rewelacyjny i strasznie inspirujacy wiec postaram sie znalezc.

a jutro znow do pracy! hej!

Zostaw komentarz więcej...

Shankley

przez , 04.maj.2014, w Bez kategorii

dzis oddalismy pieska… byl z nami 5 tygodni a zmienil tak duzo, straszni bez niego pusto i cicho… pojechal do fajnej rodziny i bedzie mial duzy dom z ogrodem. po 9 latach w patologicznej rodzinie mu sie nalezy!

cheers Shankley!

Zostaw komentarz więcej...

mcr again

przez , 09.lut.2014, w Bez kategorii

no to jestem znowu w manchesterze. yeah. jutro zaczynam nowa prace. bedzie cieszko, szybko i stresujaco, ale dam rade i bedzie zajebiscie.

dzis pierwsza noc w belmont gardens. troche przygnebiajaco tu jest i szpitalnie, ale do konca miesiaca przezyje i znajde cos lepszego. bez glosnych hiszpanow wszedzie dookola. i chyba jest to zydowska dzielnica – ciekawie! mnostwo panow z pejsami w plaszczach i kapeluszach. a ja ich tylko obserwuje bo mam akurat widok na ulice(please, zeby tylko bulo cicho w nocy) ;P

fajnie byc znowu w mcr. fajnie miec prace i juz nie szukac. fajnie ze zdalam prawko i ze jest ogolnie lepiej niz 3-4 miesiace temu…. najs…

kiedys pewnie dam znac jak w nowej pracy, a poki co – gudnajt

Zostaw komentarz więcej...

Cutting edge

przez , 19.wrz.2013, w Bez kategorii


http://vets-now.com/careers/cutting-edge

Dostałam sie! Start w poniedziałek…

Zostaw komentarz więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...